BIULETYN INFORMACYJNY
BIBLIOTEKI GŁÓWNEJ AE W KRAKOWIE
   
    
    Biuletyn Informacyjny nr 28/2006Spis treści


100 lat temu ... przyszli na świat Jerzy Giedroyć i Karol Estreicher jr.



Jerzy Giedroyć (1906-2000)

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, pragnąc oddać hołd wybitnemu Polakowi i dziełu Jego życia, ogłosił rok 2006 - w którym przypada setna rocznica urodzin Redaktora – Rokiem Jerzego Giedroycia.

Jerzy Giedroyc całe życie poświęcił sprawie niepodległości Polski. Polski tolerancyjnej i nowoczesnej, ale też - szanującej własne tradycje narodowe. Utworzony przez niego miesięcznik Kultura przez ponad pół wieku był dla Polaków urzeczywistnieniem ideałów wolności słowa i myśli. Łamy pisma otwarte były dla autorów związanych z prawicą i z lewicą, piłsudczyków i narodowców, liberałów i konserwatystów. Dzieła wydane w "Bibliotece Kultury" weszły do kanonu literatury polskiej. Kwartalnik Zeszyty Historyczne jest dziś jednym z ważniejszych źródeł wiedzy o najnowszej historii Polski...”

[Uchwała Sejmu RP z dnia 29 lipca 2005]

Teresa Torańska, polska dziennikarka i pisarka, związana z tygodnikiem "Kultura”, tak wspomina postać Wielkiego Polaka na emigracji:

„Giedroyc na pewno był dziwną osobą, o szalenie skomplikowanej osobowości. Zresztą, to wszystko było u niego skomplikowane – jego paszport na przykład. On posługiwał się paszportem nansenowskim, to był paszport bezpaństwowca. I miał w nim wpisane, że jest narodowości polskiej, residant czyli rezydentem od 1946 i właścicielem przedsiębiorstwa Instytut Literacki. Ja bardzo dużo Giedroycia pytałam o to kim właściwie on się czuje i mówił mi, że czuje się obywatelem Europy Wschodniej. Czyli nie czuje się ani Polakiem w takim dosłownym sensie, ale czuje się również jednocześnie Litwinem, Białorusinem, Rosjaninem. Urodził się też śmiesznie, bo urodził się (jak zawsze mówił) w Mińsku Litewskim, a przecież to był Mińsk Białoruski.
Mówiono o nim książę. Również księciem nie był. Mimo, że mówiono książę nie tylko dzisiaj, przed wojną już na niego mówiono książę Pepi. Ponieważ miał w sobie coś takiego książęcego, bo miał taką powściągliwość, bardzo dobre maniery i taki dystans do świata. Pani Zofia Hertzowa, prawa ręka Giedroycia w pracy zawsze mówiła, ze był podobny do Rudolfa Valentino. Ta powściągliwość wywoływała to, że wszyscy się czuli przy nim dość skrępowani. Ja też przy pierwszych spotkaniach czułam się skrępowana, ponieważ Giedroyc się wydawał taki kruchy i bałam się go w jakiś sposób urazić. To z jednej strony była taka nieśmiałość w stosunku do ludzi, ale nie w stosunku do sprawy, bo tu szedł do przodu i potrafił być nawet w pewnym sensie taki natarczywy. To znaczy, jeżeli sobie coś wymyślił, to nie darował. Zarzucał ludzi listami, dzwonił i domagał się spełnienia, nawet bym powiedziała żądał, chociaż to żądanie było ubrane w prośbę.
Ja w ogóle nie pamiętam tego swego pierwszego wejścia. Nie pamiętam, jakie to na mnie wrażenie zrobiło. Na pewno byłam strasznie stremowana, bo to jednak symbol, a potem pani Zofia zaprosiła mnie, żebym została na weekend…raz, drugi, trzeci…I tak pomieszkiwałam u nich z półtora roku. Tam właściwie była potrzebna jakaś taka młodsza osoba. Wtedy zobaczyłam jak wygląda dzień. Giedroyc wstawał pierwszy, dzień zaczynał się od tego, że pan Jerzy schodził na dół i otwierał okiennice. To był taki obrządek. W zimie oprócz tego jeszcze zawsze wynosił ziarno dla ptaków i pół kostki margaryny. To był rytuał. Również zamykał te okiennice wieczorem, ponieważ on się czuł gospodarzem. Potem się zaczynało śniadanie, tak mnie więcej około 10, w tym czasie przychodziła poczta i Giedroyc szedł do swojego gabinetu. I właściwie w tym gabinecie to siedział do obiadu, zjadał obiad, przesypiał się chwilę (bo zawsze spał w południe), wracał i znowu siedział przy tym biurku. Ja Giedroycia właściwie pamiętam ciągle przy biurku. Dopiero wieczorem, to znaczy po godzinie ósmej, przy kolacji były pogaduszki, wspomnienia. Pani Zofia lubiła wspominać i wyciągała Giedroycia na różne wspomnienia o przeszłości. Wtedy rozluźniał się, był wesoły. Wesoły… tylko też z taką wesołością powściągliwą. Prawdę powiedziawszy to Redaktora takiego uśmiechniętego z zębami pełnymi, to widziałam tylko raz. Była taka dziwna scena – ja byłam u pani Zofii na górze, pani Zofia w pewnym momencie wyciągnęła swój mundur jeszcze z korpusu z armii Andersa i ja ten mundur nałożyłam. Byłam zresztą strasznie zaskoczona, pani Zofia była ogromnie szczupła i ten mundur pasował na mnie w sam raz. Zbiegłam po schodach i stanęłam w gabinecie Giedroycia. Redaktor podniósł głowę – O, Zosi! I wtedy pierwszy raz go widziałam uśmiechniętego… Takiego naprawdę uśmiechniętego. Chociaż lubił dowcipy i właściwie lubił jak my z panią Zofią żartowałyśmy czasami z niego…”

[Pierwsza część stenogramu audycji p.t. Epoka „Kultury” z cyklu Zapiski ze współczesności. „Gawęda Teresy Torańskiej o Jerzym Giedroyciu” w opracowaniu Elżbiety Łukomskiej]

Adresy stron www dotyczące:

Obchodów Roku Jerzego Giedroycia
Paryskiej Kultury
Wspomnień wybitnych Polaków o Redaktorze
Zestawień bibliograficznych
Międzynarodowej Konferencji Naukowej poświęconej Giedroyciowi
Stenogramów audycji Polskiego Radia na temat Redaktora Kultury

Galerie zdjęć z wystaw:

http://ww2.tvp.pl/5484,20060829387774.strona
http://ww2.tvp.pl/5484,20060329321273.strona
http://ww2.tvp.pl/5484,20061002402180.strona
http://ww2.tvp.pl/Search?Search=giedroy%E6




Karol Estreicher jr (1906-1986)

Bibliograf, historyk sztuki, muzealnik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, twórca Muzeum Collegium Maius UJ.

Podczas drugiej wojny światowej przebywał w Wielkiej Brytanii, gdzie był jednym z najbliższych ludzi Generała Władysława Sikorskiego, Premiera RP. W Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych przygotowywał rewindykację polskich zabytków wywiezionych podczas okupacji do hitlerowskich Niemiec, a wkrótce po wojnie odegrał kluczową rolę w tej akcji (odnalazł m. in. Ołtarz Mariacki Wita Stwosza). Kontynuował dzieło dziada i ojca; doprowadził do powstania Zakładu Bibliografii Polskiej, w którym od 1954 roku zespół kilkunastu osób pracuje nad reedycją BIBLIOGRAFII POLSKIEJ XIX wieku (dawne części I i IV), kończy opracowanie części III, staropolskiej, a także opracowuje uzupełnioną reedycję Dodatków.

Autor wielu publikacji i książek, m. in. Tryptyk św. Trójcy w katedrze na Wawelu (1936), Nie od razu Kraków zbudowano (1945), Collegium Maius (1968), Historia sztuki w zarysie (1973). Wydał ostatni tom Bibliografii polskiej (1959). Tłumaczył i opracował renesansowe Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów Giorgio Vasariego (1955, 1980, pośmiertne pełne wydanie 1984-1990).

Jan Adamczewski napisał kiedyś o Estreicherze, iż był jedną z najbarwniejszych, o ile nie najbarwniejszą, postacią Krakowa. Popularny, lubiany, rozpoznawany. Opowiadano o nim mnóstwo anegdot:

Pod prąd

„Profesor Karol Estreicher z fantazją jeździł po Krakowie swoim wielkim volvo. Służba drogowa z wyraźnym zrozumieniem dla jego zasług dla miasta traktowała go nader łaskawie, odwracając oczy w drugim kierunku. Nie warto było wdawać się z nim w jakąkolwiek dyskusję merytoryczną, gdyż jako profesor uniwersytecki Karol Estreicher miał rację nawet wtedy, gdy jej nie miał. A i przegadać go byłoby raczej trudno, bowiem argumenty w postaci: Panie władzo, ja jeszcze nigdy nie spowodowałem wypadku ani kolizji - musiały budzić respekt. Profesor miał też zwyczaj odwozić czasem do domu swoich pracowników, którzy albo zagadali się z mistrzem, albo trzeba ich było odwieźć ze względów - nazwijmy to – chwilowego zaburzenia błędnika. Któregoś dnia milicjanci dostrzegli profesora, kiedy ten z niebywałą werwą jechał jednokierunkową ulicą pod prąd, a kierowcy z naprzeciwka wygrażali pięściami, mrugali światłami, trąbili. Profesor Estreicher jedną ręką prowadził swoje auto, drugą zaś bił się mocno w piersi, wołając przez otwarte okno: Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!”

Musiał do domu

Imieniny profesora Karola Estreichera obchodzone były zawsze z pompą. Delegacje z kwiatami przychodziły do Collegium Maius przez cały dzień. Zdawać by się mogło, iż profesor nie jest w stanie zapamiętać, kto złożył mu życzenia, a kto nie. Jakież było zdziwienie uczelnianego urzędnika Zbigniewa Bąka, gdy nazajutrz po imieninach do jego gabinetu wkroczył sam mistrz z piersiówką w ręce:
- Wy urzędnicy nie szanujecie profesora! - grzmiał Estreicher.- Nawet nie przyszliście złożyć mi życzeń.
- A gdzież ja, skromny urzędnik, śmiałbym pójść do pana profesora - tłumaczył się Zbigniew Bąk.
- Więc ja przychodzę do ciebie - wołał tym samym tubalnym głosem Estreicher, stawiając na politurowanym biurku piersiówkę i odkręcając z niej metalową nasadkę, która natychmiast posłużyła za kieliszek. Wszystko trwało zaledwie 15 minut - profesor Karol Estreicher był przecież człowiekiem niezwykle zajętym. Po wyjściu profesora Zbigniew Bąk udał się do swego przełożonego, dyrektora Jana Hajeca:
- Ja muszę natychmiast wracać do domu, nie jestem dziś w stanie pracować - oznajmił dyrektorowi.
- Co się stało, przecież 20 minut temu rozmawialiśmy i czuł się pan dobrze - dociekał przełożony.
- No tak, ale był u mnie z wizytą profesor Karol Estreicher, który zrugał mnie za wszystkich urzędników, że nie złożyliśmy mu życzeń i przyniósł...
- Niech pan nie kończy - przerwał Hajec. - Wszystko jasne. Niech pan idzie odpocząć.

[Alma Mater – Księga Anegdot – nr 57/58 2004 http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/red/01/redakcja.html ]

Adresy stron www poświęconych Karolowi Estreicherowi:

Karol Estreicher – Polski Noe z Krakowa
Uniwersytet Jagielloński - Zakład Bibliografii Polskiej im. Karola Estreichera w Krakowie
Elektroniczna Baza Bibliografii Estreichera
Towarzystwo Naukowe im. Karola Estreichera w Świnoujściu
Artykuł z Dziennika Polskiego w 100. rocznicę urodzin prof. Karola Estreichera

Katarzyna Bilińska

    Biuletyn Informacyjny nr 28/2006Spis treści
Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie | Biblioteka Główna UEK