Ochrona przed spamem - nie otwieraj

nr 2(46)/2015
ISSN 2082-5005
Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej UEK
nr 2(46)/2015
Tradycja wydawania biuletynów informacyjnych w naszej Bibliotece sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Elektroniczny Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie jest kontynuacją Biuletynu Informacyjnego Biblioteki Głównej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a jeszcze wcześniej "Biuletynu Informacyjnego" drukowanego w latach 1993-1997. Ukazuje się dwa razy w roku. Publikujemy w nim artykuły informacyjne, komunikaty o nabytkach Biblioteki (stałe rubryki nowości), sprawozdania z konferencji, z prac Rady Bibliotecznej oraz ciekawostki.

Piotr Zychowicz: Pakt Piłsudski – Lenin

To kolejna pozycja książkowa Piotra Zychowicza, która łamie stereotypy, a nawet poddaje krytyce „narodowe świętości”. Tym razem przedmiotem rozważań została wojna polsko-sowiecka w 1920 r., Traktat w Rydze z 1921 r. i sama postać marszałka Józefa Piłsudskiego pokazana w kontekście tych wydarzeń.

Praca ta, napisana z dużą znajomości faktów, a także celnego przytaczania mniej znanych wątków historycznych, kwestionuje przyjęty punkt widzenia na owo epokowe zwycięstwo, które w rzeczywistości, zdaniem autora, sprowadzało się do usankcjonowania i umocnienia jednego z najbardziej represyjnych i nieludzkich systemów w świecie – komunizmu. Silnie zaś rozwinięty kontekst sprawy polskiej, jak również surowa ocena polskiej polityki wschodniej stosowanej u progu powstania II RP wobec narodów wchodzących w skład przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, nie pozostawia złudzeń. Według Zychowicza taka a nie inna polityka naczelnika państwa, jego otoczenia, a nawet oponentów marszałka doprowadzić miała do nowych zagrożeń, którym Polska nie była już w stanie 18 lat później zapobiec.

Zychowicz przypomina lewicową przeszłość Józefa Piłsudskiego i szczegół ten – jego zdaniem - miał przesądzić o zaniechaniu sojuszu z „białą Rosją”, zwłaszcza z gen. Wranglem i wzięcia we wspólne kleszcze Czerwonej Armii. Trzeba przyznać, że porównanie Rosji carskiej do bolszewickiej bez wątpienia może tę teorię potwierdzić. Jeżeli jeden z największych wrogów polskości, Murawjow – „Wieszatiel”, w Królestwie Kongresowym uśmiercił „tylko” 177 powstańców - patriotów polskich, zbrodnie zaś bolszewików, wszędzie tam, gdzie tylko dłuższy czas dzierżyli władzę szły w miliony, porównanie obu Rosji – białej i czerwonej jest jak „pięść do nosa”. Rosja biała wówczas jawi się nam jako państwo o wspaniałej kulturze, wysokich standardach moralnych, mało tego – nawet jej aparat represyjny jawi się jako zbiorowisko układnych urzędników i wojskowych, ludzi o stosunkowo miłej powierzchowności oraz doskonałym, „światowym” obyciu i wychowaniu. Oczywiście w porównaniu do bolszewików. Nawet zesłanie na Syberię za „białych” i „czerwonych” to dwie różne kategorie. Podawane są stosowne przykłady, np. że zesłańcy carscy (w tym i sam Piłsudski) mogli tworzyć, czytać i dokształcać się, uzupełniać dietę polowaniem na kaczki, badać, podziwiać syberyjską przyrodę itp. Za bolszewików katorga Gułagu oznaczała zwykle trzy miesiące życia i krańcowe wyniszczenie organizmu. Całkiem odmienny był bowiem status więźnia jak i wolnego człowieka w obu systemach. Za caratu władza służyła obywatelowi, za „dyktatury proletariatu” obywatel musiał służyć władzy. I to w podłym, nikczemnym, poniżającym strachu stosując nierzadko jako obronę donosicielstwo, które w Sowietach urosło do rangi najwyższej cnoty.

Trzeba przyznać, że jest w tym sporo racji. Piotr Zychowicz zaś potrafi te cechy obu Rosji wyartykułować i wyłuszczyć punkt po punkcie, w sposób zgoła mistrzowski. Zaskakujące twierdzenie, iż Piłsudski w rzeczywistości nie wysiadł z „czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość” dla apologetów marszałka stanowić może przykrą niespodziankę, a nawet szok. Skłania ku temu wiedza o doskonałych informacjach naczelnika państwa na temat niesłychanego okrucieństwa sowieckiej armii, zwłaszcza zaś osławionej „czerezwyczajki”. Powodem takiej postawy Komendanta zapewne były osobiste urazy z dzieciństwa i okresu młodości w stosunku do caratu, a także jego bliskie kontakty z radykalną lewicą. To właśnie ten czynnik miał zaciążyć nad jego niechęcią do białych Rosjan, toteż późniejsze usprawiedliwienia Józefa Piłsudskiego Zychowicz po prostu ignoruje i rzeczowo kontestuje.

Nie bez racji Piotr Zychowicz Traktat Ryski z marca 1921 roku, kończący wojnę polsko-sowiecką nazywa zbrodnią. Złowrogą wróżbą jest tu, co uwypukla celnie autor, nawet wiszący w sali obrad portret carycy Katarzyny II spoglądającej na finał pokojowych rozmów w Domu Czarnogłowych ryskiego pałacu. Jest to następny szok, który serwowany jest czytelnikowi na zasadzie automatyzmu historycznych skojarzeń. Jednak po wnikliwej lekturze dalszych rozdziałów, sprawa staje się oczywista. Zostawienie Kamieńca Podolskiego i całych połaci Kresów, zajętych przez wojska polskie po kijowskiej ofensywie 1920 r. nie było zwykłym przesunięciem granic na skutek niekorzystnych negocjacji Stanisława Grabskiego i delegacji polskiej w Rydze. Po zwycięskiej operacji nad Niemnem przecież Sowieci zostawiali nam nawet Mińsk, czego „programowo” nie życzyła sobie endecja. To fatalna w skutkach decyzja w sprawie delimitacji granic, bez mrugnięcia okiem i chwili zastanowienia, lekkomyślnie zostawiła na pastwę bolszewików ogromną polską diasporę po drugiej stronie Zbrucza. Beznadziejnie źle rozegrano też sprawę ukraińską. I partycypowała w tym, zdaniem Zychowicza, zarówno opcja piłsudczykowska jak i endecka.

Efekt to holokaust przynajmniej 100 tys. Polaków pozostawionych samym sobie i wymordowanych następnie przez bolszewików mszczących się za klęskę w wojnie z Polską w 1920 roku. Wystarczył wówczas ukryty gdzieś w domu tomik trylogii Sienkiewicza, aby zasłużyć sobie na śmierć lub wieloletnią katorgę w Gułagach. Pochodną ustaleń ryskich stała się też tragedia wielkiego głodu na Ukrainie, pochłaniająca miliony Ukraińców sprzeciwiających się kolektywizacji. Zychowicz konsekwentnie zarzuca Piłsudskiemu, że na negocjacje pokojowe do Rygi wysłał indolentów, wręcz grabarzy sprawy polskiej i narodów zamieszkujących dawną Rzplitą. Jeżeli zaś przyjmiemy, iż nie mógł mieć aż takiego wpływu na dobór właściwych delegatów, to jednak afirmował i tolerował ową „ryską zdradę”.

Koncepcja marszałka rozkładu Rosji polegająca na biciu Rosjan białych przez czerwonych, potem zaś na pokonaniu bolszewików, aby w trzeciej fazie zainstalować w Moskwie rząd demokratyczny, bardziej przychylny Polsce – nie sprawdziła się. Nolens volens rezultatem takiej polityki było umocnienie się najbardziej zbrodniczej dyktatury w świecie – komunizmu. Według Zychowicza natomiast należało poważniej (nie tylko instrumentalnie) pomyśleć o sojuszach, jeżeli nie z Denikinem, to z bardziej życzliwym sprawie polskiej Wranglem, albo przynajmniej z eserowcami, np. w osobie Borysa Sawinkowa, wrogo nastawionego do bolszewizmu.

Tutaj też Piotr Zychowicz ma sporo racji. Muszę jednakże zaoponować niektórym jego, chyba nazbyt śmiałym, stwierdzeniom. Ówcześnie nikt poważnie nie myślał, iż bolszewizm utrzyma się aż tyle lat, a jego zbrodnie będą „jak szkarłat” i tak wielkie, że nikt ich nigdy dokładnie nie policzy. Koncepcja wzajemnego wymordowania się Rosjan, co było na rękę marszałkowi i polskiej racji stanu z jednej strony – w wypadku zwycięstwa Lenina, otworzyłaby puszkę Pandory, z wylewającym się całym złem komunizmu, co już znamy i czego doświadczyliśmy. Z drugiej zaś, w przypadku zwycięstwa białych, Zachód porzuciłby Polskę jeszcze szybciej, woląc „kulturalną”, bardziej elegancką Rosję od odradzającej się Rzeczypospolitej – państwa przecież „sezonowego”, jak mawiano w dyplomatycznych kuluarach Europy. Pomimo, iż przy władzy byłby np. pokojowo usposobiony jakiś demokratyczny rząd „Kiereńskiego bis”, jak w okresie po rewolucji lutowej 1917 r. A ewentualne porozumienie niemiecko–rosyjskie kosztem Polski, nawet jeśli by przyniosło 20 lat później II światową wojnę (nie byłoby oczywiście nazizmu, który powstał w odpowiedzi na bolszewizm) generowałoby tylko stricte wojskowe straty wojenne. Nikt nie budowałby przecież komór gazowych i setek Gułagów dla cywilów. Z ludzi nie wytwarzano by mydła po stronie niemieckiej, zaś po rosyjskiej zwłoki więźniów nie stanowiłyby dodatku np. do kolejowych podkładów. Wszystkie strony wojowałyby w miarę w sposób „rycerski” i „kulturalny”. To wszystko święta prawda. Tyle, że Piłsudski, pomimo przebłysków geniuszu – nie był jednak jasnowidzem. Z braku dodatkowego pasa bezpieczeństwa, czyli Kresów szerokości przynajmniej około 200 kilometrów, doskonale zdawał sobie sprawę (o czym pisze Zychowicz w innych swoich, świetnych zresztą, publikacjach). Natomiast, na pewno Rosję nasz Komendant traktował zbyt instrumentalnie…

Aspekt psychologiczny działań ludzkich, w tym też „genialnych polityków” jest ważny. To one kształtują konkretne posunięcia każdego zresztą człowieka; te trafione i te błędne. Uprzedzenia zaś przyszłego marszałka do caratu były zapewne nie do przezwyciężenia. One właśnie kształtowały późniejsze poczynania Piłsudskiego i były immanentną częścią jego osobowości. Przykre bodźce z okresu młodości, popowstaniowa legenda, niemożność wybicia się Polski na niepodległość od przeszło stu lat, wreszcie wspólny trzon lewicowy, z którego również wyszedł, a który ukształtował zwalczany później zbrodniczy komunizm – to wszystko niewątpliwie wpłynęło na wypadkową jego polityki.

Zdaniem Zychowicza, właśnie ów wspólny lewicowy trzon, skrzętnie później maskowany, był podstawową przyczyną niechęci do „białych” i zaprzepaszczenia szans podanych mu przez „historię”. W okresie młodości marszałka bowiem, różnice pomiędzy poszczególnymi nurtami lewicy nie były duże, bojowcy zaś rosyjscy i polscy z PPS oraz SDKPiL mieli wspólne cele – walkę z caratem. Szlacheckie pochodzenie i narodowość nie miały tu aż takiego znaczenia, przykładem jest choćby pierwszy szef bolszewickiej Czeka, Polak–szlachcic, krwawy Feliks Dzierżyński. Zanim z lewicy wyłonił się jej skrajny nurt radykalny (w Polsce była to KPP powstała w wyniku połączenia PPS-Lewicy z SDKPiL, w Rosji zaś WKP(b), nie licząc powstałych po drodze innych podobnych ideowo ugrupowań), Józef Piłsudski poszedł drogą wytyczoną przez odłam niepodległościowy Polskiej Partii Socjalistycznej, o przewrotnej zresztą nazwie, PPS-Frakcja Rewolucyjna.

Pomimo dość szybkiego rozpoznania prawdziwej istoty bolszewizmu i komunizmu jako nowej formy niewolnictwa, także agenturalności Komunistycznej Partii Polski będącej sowiecką wtyczką w II RP, jakiś ślad wspólnych poczynań ukrytych gdzieś w pokładach duszy, zdaniem Piotra Zychowicza pozostał. Ludzie ci, tzn. bojowcy z dawnej PPS i sam Piłsudski często, z późniejszymi zaciekłymi wrogami, doskonale się znali gdyż razem wyrastali.

Takie nastawienie Zychowicza to oczywiście „woda na młyn” dla dzisiejszych endeków, niemal od zawsze kontestujących poczynania Piłsudskiego, stawiających za wzór raczej Romana Dmowskiego. Ale Zychowicz ani piłsudczykiem, ani zdeklarowanym endekiem też nie jest. Stara się pisać, co przy każdej okazji podkreśla, wyłącznie z perspektywy polskiej racji stanu. I trzeba przyznać, że istotnie mu to wychodzi, żadna też z jego prac nie jest rodzajem hagiografii tych dwóch wybitnych polskich mężów stanu.

Rzeczywiście marszałek nie miał dobrej ręki do przyciągania inteligentniejszych współpracowników. Dowodem tego jest Wrzesień 1939 i samobójcza próba wykonania zadania niewykonalnego. Niewykonalnego poprzez fatalnie prowadzoną politykę dyplomatyczną następców Piłsudskiego, w sprzeczności z testamentem „Ziuka”, o czym Zychowicz pisze w innych swoich książkach. Niestety tak często bywa w przypadku większości wybitnych postaci historycznych, za którymi otoczenie nie nadąża dostatecznie szybko. W tym miejscu warto podpowiedzieć czytelnikom, iż Pakt Piłsudski-Lenin jest kontynuacją (wstecz) trzech innych znakomitych prac pióra Piotra Zychowicza, którymi są: Obłęd 44, Pakt Ribbetrop-Beck i Opcja niemiecka. Kontynuacją, rzecz jasna, po uszeregowaniu tych książek w sposób chronologiczny. A w tym wypadku „ Pakt Piłsudski – Lenin”, jako ostatnią wydaną w tym cyklu pozycję należałoby przeczytać raczej jako pierwszą.

Problem zmarnowanej szansy na umocnienie mocarstwowej pozycji Rzeczypospolitej w 1921 r. tzw. „ryską zdradą” a nawet „zbrodnią” przypieczętowana została przez autora prowokacyjną okładką książki. Umieszczony został bowiem na niej fotomontaż fotografii przedstawiającej razem Piłsudskiego i Lenina. Taki kadr w rzeczywistości nie powstał z rąk żadnego fotografa. Zdjęcie to właściwie wystarczyłoby aby pojąć ogólnie sens wywodu autora. Plus ewentualne zapoznanie się jeszcze z „zakładką” tylnej okładki tej ciekawej publikacji. Znajduje się tam przychylna autorowi opinia znanego historyka, prof. Sławomira Cenckiewicza oraz słynnego Wiktora Suworowa. O ile pierwszy mówi o ślepej nienawiści naszych rodaków do carskiej Rosji, co umożliwiło zagładę „białych” powodując jednakże i Golgotę Polaków pozostawionych beztrosko za ryskim kordonem, na długo przed Katyniem - to opinia drugiego jest znamienna, Wiktor Suworow wprost twierdzi – jaka szkoda, że Polacy i Rosjanie nie pobili w 1920 r. wspólnymi siłami bolszewików! Europie i światu oszczędzono by widma komunizmu, który szybko rozprzestrzenił się na cały glob ziemski, zaś stosunki polsko-rosyjskie nie byłyby tak obciążone złem. A Rosjanie zaś, o pomocy wojsk polskich pod dowództwem Piłsudskiego w zduszeniu bolszewizmu, nigdy by nie zapomnieli. To wielce wartościowa opinia, gdyż i współczesnej Rosji, która co prawda przywróciła carskie symbole państwowości, daleko jest bardzo do tamtej, sprzed roku 1917.

W pełni przychylam się do tej opinii, przyłączając się do pozytywnych komentarzy innych publicystów i historyków, którzy wysoko ocenili nowatorskie podejście do zagadnień historycznych proponowane przez Piotra Zychowicza.

Piotr Zychowicz: Pakt Piłsudski – Lenin; czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium. Poznań: Rebis, 2015, 450 s.

Roman Garbacik

© 2009 Biblioteka Główna UEK