Ochrona przed spamem - nie otwieraj

nr 2(46)/2015
ISSN 2082-5005
Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej UEK
nr 2(46)/2015
Tradycja wydawania biuletynów informacyjnych w naszej Bibliotece sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Elektroniczny Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie jest kontynuacją Biuletynu Informacyjnego Biblioteki Głównej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a jeszcze wcześniej "Biuletynu Informacyjnego" drukowanego w latach 1993-1997. Ukazuje się dwa razy w roku. Publikujemy w nim artykuły informacyjne, komunikaty o nabytkach Biblioteki (stałe rubryki nowości), sprawozdania z konferencji, z prac Rady Bibliotecznej oraz ciekawostki.

Wiek bez jednej dekady. Historia Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie 1925–2015

ROZDZIAŁ I. Takie były początki. Z książką przez dzieje ekonomicznej Alma Mater w Krakowie

RERUM COGNOSCERE CAUSAS ET VALOREM – Poznawać przyczynę i istotę rzeczy. Ta wymowna i zawierająca w sobie ogromny ładunek potrzeby empiryzmu i krzewienia wiedzy sentencja łacińska umieszczona została na jednym z gmachów kampusu Uniwersytetu Ekonomicznego Krakowie. Jednakże żadna uczelnia wyższa, nawet ta elitarna –a do takiej nasza placówka naukowo-dydaktyczna niewątpliwie należy – nie może zaistnieć bez swoistego zaplecza źródłowego, stale aktualizowanego i powiększającego swe zasoby w oparciu o nowości wydawnicze drukowane, a od ok. 20 lat także te na nośnikach elektronicznych. Tę rolę, jakże nieodzownego „zaplecza naukowego” naszej uczelni, od blisko 90 lat spełnia Biblioteka Główna UEK.

Zważywszy, że w roku 2015 obchodzić będziemy jubileusz 90-lecia Uczelni (1925-2015), warto przybliżyć pokrótce i historię tej tak ważnej placówki, stanowiącej istotny element całego uniwersyteckiego systemu. A początki biblioteki były niełatwe, jej zasoby materialne zaś - te źródłowe, lokalowe i strukturalne - u progu działalności niezwykle skromne.

Geneza krakowskiej uczelni ekonomicznej swoimi korzeniami sięga wieku XIX, konkretnie roku 1882. Wówczas to powstała w Krakowie, będącym pod zaborem austriackim, Szkoła Handlowa mająca status szkoły średniej. 15 października 1924 r., już w niepodległej II RP, powstał Instytut Towaroznawczy, który wyodrębnił się ze wspomnianej Szkoły Handlowej. Tzw. kursy dla abiturientów – prowadzone w trybie jednorocznym przez niektóre szkoły średnie w zaborze austriackim, w tym przez wspomnianą placówkę, poprzez połączenie z Instytutem Towaroznawczym 1 października 1925 r. dały początek Uczelni. Przyjęła ona nazwę Wyższego Studium Handlowego. WSH miało charakter prywatnej szkoły akademickiej, a ojcem założycielem szkoły był dotychczasowy dyrektor Instytutu Towaroznawstwa mieszczącego się w Krakowie przy ul. Kapucyńskiej 2, prof. dr inż. Arnold Bolland. Szkoła miała charakter prywatny, a gospodarka finansowa WSH opierała się przede wszystkich na opłatach studenckich i częściowo subwencjach państwowych.

Pierwsza siedziba Wyższego Studium Handlowego w Krakowie przy ul. Kapucyńskiej 2
(fot. Roman Garbacik)

O otwarciu tej tak ważnej placówki pisał krakowski „Czas” 1 i 3 października 1925 r. O ile czwartkowy numer z 1. 10. 1925 r. przyniósł tylko małą wzmiankę, sobotni, z 3 października opisał uroczystość otwarcia WSH znacznie szerzej i dlatego wart jest przypomnienia. Pod nagłówkiem zatytułowanym „Otwarcie Wyższego Studium Handlowego” czytamy: „Wczoraj odbyło się uroczyste otwarcie dwuletniego Wyższego Studium Handlowego w Krakowie. Po nabożeństwie o godzinie 9 rano w kościele OO. Kapucynów zebrali się zaproszeni goście, dyrekcja i profesorowie studium oraz młodzież w sali zakładu przy ul. Kapucyńskiej na III piętrze gmachu Akademii Handlowej. Między innymi przybyli wojewoda Kowalikowski, wiceprezydent Rolle, rektor Rostworowski, senator Adelman, dyrektor Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń Piotrkowski, prezesi sądów Wolter, Pelz i Panek, przedstawiciele duchowieństwa z ks. prałatem Kulinowskim, wojskowości, policji, kupiectwa itd. Do zebranych przemówił Imieniem Komitetu Organizacyjnego i Kongregacji Kupieckiej senator Adelman, podnosząc wielką rolę jaką odegra Studium w Krakowie, który leży na skrzyżowaniu wszelkich nici handlowych w państwie. Następnie zabrał głos wiceprezydent Rolle, życząc imieniem miasta rozwoju nowej placówce naukowej, powstałej po kilkuletnich usilnych staraniach i zabiegach. Wreszcie zwrócił się do zebranych dyrektor Bolland, dziękując im za przybycie 1 [pierwszego] wzięcia udziału w uroczystości, poczem omówił zadania i wytyczne WSH. Po przemówieniach wygłosił prof. dr Lulek wykład inauguracyjny na temat „Obecne przesilenie gospodarcze w Polsce” Wyższe Studium Handlowe jest pierwszym tego rodzaju instytutem naukowym w Polsce, który na 2-letnim kursie przygotowywać będzie kierownicze siły fachowe w dziedzinie handlu i przemysłu.”

Cel i racja istnienia tak długo oczekiwanej szkoły wyższej wyłożona została w znakomitej pracy prof. Arnolda Bollanda pt. „Ideologia Wyższego Studium Handlowego w Krakowie. Jej geneza, realizacja i perspektywy” wydanej w 1933 r., a dedykowanej prezydentowi RP, prof. Ignacemu Mościckiemu, przechowywanej w BG UEK. Założycielem i duszą nowej Uczelni był oczywiście prof. Arnold Bolland, postać nieprzeciętna i wyjątkowa.

Trudno powiedzieć coś konkretnego o zbiorach bibliotecznych przy ul. Kapucyńskiej 2. Nie ulega wątpliwości, że istniały, świadczą o tym ślady zapisów w pierwszej księdze inwentarzowej, która następnie była ponownie przepisywana. Nie wiadomo jednak, gdzie były zlokalizowane. Prawdopodobnie było to także III piętro gmachu, a biblioteczne zbiory początkowo mogły stanowić integralną część zasobów Szkoły Handlowej (przez pewien czas używano i tu nazwy „Akademia”, co później zastrzeżono tylko dla szkół wyższych), mieszczącej się także pod tym samym adresem. W roku 1927, po pierwszej przeprowadzce, wyodrębniony zbiór publikacji książkowych na pewno usytuowano w gmachu należącym i dziś do Uniwersytetu Ekonomicznego. Jest to Wydział Towaroznawstwa przy ul. Sienkiewicza 4. 

Druga siedziba Wyższej Szkoły Handlowej przy ul. Sienkiewicza 4
(fot. Roman Garbacik)

Biblioteka ta, mająca bardziej charakter podręcznego księgozbioru, znajdowała się jednak dwie kondygnacje niżej w stosunku do obecnej Biblioteki Wydziału Towaroznawstwa (samodzielna filia Biblioteki Głównej). To właśnie księgozbiór towaroznawczy tak naprawdę zapoczątkował nasze zbiory, gdy cały Instytut dokonał „secesji” w 1924 r., o czym wspomniano wyżej.

Interesująco wypadłaby analiza ówczesnego zasobu bibliotecznego; często były to niewielkie broszury czy skrypty, sięgające czasów zaborów, a niekoniecznie dotykające istotnych spraw gospodarczych i ekonomicznych. Biorąc teraz do ręki pozycję wydawniczą z sygnaturą „1” ma się nieodparte odczucie „złapania za rękę” historii.

A „jedynka” nosi następujący tytuł: Bem Antoni Gustaw: Jak mówić popolsku czyli gramatyka polska, niewielkie dziełko wydane w ówczesnej „kongresówce” w roku 1889. Także książki z sygnaturą „2” i „3” nie są jeszcze „ekonomiczne”; Hume Dawid: Badania dotyczące rozumu ludzkiego – rzecz wydana w Galicji Wschodniej, czyli w zaborze austriackim, bo we Lwowie w roku 1905. „Trójka” również nie trąci jeszcze ekonomią – to także wydana w 1905 r. w Warszawie pozycja pt. Zabawy i gry pożyteczne jako czynnik wychowawczy Stanisława Karpowicza.

Gwoli ścisłości należy wyjaśnić, iż tak naprawdę pierwszą wprowadzoną do księgi inwentarzowej pozycją była broszura autorstwa Williama Ashleya pt. Commercial Education, wydana w Londynie w roku 1926. Podczas przepisywania starego, pierwszego inwentarza, wydawnictwo to otrzymało sygnaturę również niską, ale dopiero z numerem 6. 

Księgozbiór sukcesywnie powiększał się o nowe wydawnictwa w miarę gospodarczego i ekonomicznego krzepnięcia struktur II RP, gromadząc fachową literaturę dotyczącą tak ważnych faktów, jak np. reforma Władysława Grabskiego, budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP) i portu gdyńskiego, scalanie komunikacji drogowej i kolejowej, początkowo niepełnej i niedostosowanej do nowego krwiobiegu odbudowywanego ze zgliszcz Wielkiej Wojny oraz ponad stuletniego okresu niewoli państwa polskiego. Z czasem, drogą zakupu, darowizn czy wymiany przybyło też szereg unikatowych pozycji książkowych starszych niż cytowane wyżej tytuły, a więc sprzed roku 1889.

Pierwsza Biblioteka Wyższego Studium Handlowego początkowo pozbawiona była odrębnej struktury organizacyjnej. Ten stan jednak wkrótce miał ulec zasadniczej zmianie. Statut Akademii Handlowej w Krakowie z 1938 r. - zmiana nazwy niejako nobilitowała uczelnię - regulował również zagadnienia Biblioteki. Zyskała ona wyodrębnioną strukturę, a więc i wyższą rangę. Na stronie 7 w paragrafie 15 Statutu Akademii Handlowej w Krakowie czytamy:

1) Biblioteka Akademii Handlowej w Krakowie służy wszystkim katedrom i zakładom. Związane z nią czytelnie i oparte o nią zakłady winny się wzajemnie dopełniać i skupiać literaturę polską i obcą w zakresie nauk gospodarczych i pokrewnych. Biblioteka nie jest publiczna, lecz dostępna dla badaczy, urzędów i instytucyj. 2). Do pomocy kierownikowi biblioteki dodana jest komisja biblioteczna, złożona z członków grona nauczycielskiego, wybranych przez radę profesorów. 3.) Uprawnienia i obowiązki kierownika biblioteki, jako też i zakres działania komisji bibliotecznej ustala regulamin, zatwierdzony przez Radę Profesorów. Kierownikowi podlega personel bibliotekarski, naukowy, techniczny i służba. Nadzór gospodarczy nad biblioteką sprawuje Rektor. Kierownik biblioteki ma prawo referować sprawy biblioteczne na posiedzeniach Rady Profesorów.

Niestety rozwój uczelni, a tym samym i Biblioteki, przerwany został wybuchem II wojny światowej. Niemcy zajęli Kraków już 6 września 1939 r. W Sonderaktion Krakau wraz profesorami UJ aresztowani zostali przez Gestapo także wykładowcy AH. Rektor, prof. Arnold Bolland zwolniony z obozu w Sachsenhausen, zmarł w 1940 r z wycieńczenia. Wielu innych nauczycieli akademickich nie wróciło już z obozów. W roku 1942 zamordowano kierowniczkę Biblioteki Akademii Handlowej – Marię Epstein–Herczkową.

Maria Epstein-Herczkowa. Pierwszy kierownik Biblioteki w latach 1925-1939

Budynek przy ul. Sienkiewicza 4 okupanci przebudowali na kasyno dla pracowników administracji niemieckiej. Mieścił się tam też Zarząd Budowy Dróg. Na przełomie lat 1941/42 dobudowano czwarte piętro, gdzie do dziś funkcjonuje Biblioteka Wydziału Towaroznawstwa. Na szczęście księgozbiór Biblioteki zdążono przewieźć do Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie został zdeponowany. Pomimo wielu zniszczeń w wyposażeniu i ubytków w prowadzonej dokumentacji – księgozbiór w dużej części ocalał, podobnie jak pierwszy katalog tzw. klamrowy i po wojnie wrócił na stare miejsce. Jednakże bezpowrotnie przepadła część archiwów Uczelni, w których zapewne były ciekawe materiały dotyczące początków Biblioteki.

Straty były jednak niemałe. Po sprowadzeniu księgozbioru z BJ w marcu 1945 r. inwentaryzacja wykazała brak 1/3 zbiorów. To, co zdołano ocalić, m.in. dzięki operatywności Emila Adelmana (słynął z tego, iż ów skromny księgozbiór znał niemal na pamięć i podawał książkę bez sprawdzania sygnatur) pozbawione było ewidencji lub jakiejkolwiek dokumentacji. Obliczenia strat wskazywały na brak ok. 14 000 jednostek inwentarzowych. Tę lukę starano się zniwelować dokonywaniem nowych zakupów czy darowizn (przejęto też ok. 2 000 woluminów ze zbiorów poniemieckich). Na rok 1947 Biblioteka osiągnęła stan 16 496 tomów, w 1949 r. zaś blisko 19 500. W styczniu 1948 r. kierownikiem Biblioteki został ponownie dr Zbigniew Żabiński (poprzednio w latach 1945/46, a w latach 1946-1949 funkcję tę pełnił Emil Adelman). W roku 1948 personel Biblioteki liczył już 4 osoby.

Czasy stalinowskie 1945-1956 nie sprzyjały krzewieniu wiedzy w dotychczasowej, „normalnej”, czyli rynkowej formie. Początkowo komunistyczne władze traktowały Uczelnię nieufnie, widząc w niej ostoję myśli i gospodarki „burżuazyjnej” – w szkole wykładała przecież stara, doświadczona kadra, mająca określony pogląd w stosunku do obowiązującej nowej doktryny ekonomiczno-politycznej. Pomimo to, w latach tych nastąpił „wysyp”, najczęściej sowieckiej, ale też i rodzimej literatury gloryfikującej gospodarkę nakazowo-rozdzielczą i „dobrodziejstwa komunizmu”, z jego centralnym planowaniem oraz „bitwą o handel”, czyli walką z inicjatywą prywatną w gospodarce. I taki księgozbiór, tak w sektorze czasopiśmienniczym jak i wydawnictw zwartych, dominuje (bo dominować musiał) w zbiorach ówczesnej Biblioteki. Oprawne dzieła Marksa, Lenina i Stalina zagościły w niektórych witrynach bibliotecznych pomieszczeń jako nieodzowna wizytówka „socjalistycznej” gospodarki. Nie oznacza to wszakże, że w tym czasie nie powstały bądź nie zostały zakupione też wartościowsze publikacje, które zasiliły nasze zbiory. Naturalnie przechowywano również prace dyplomowe, magisterskie, później zaś ciągle rosnącą liczbę prac doktorskich, habilitacyjnych i Zeszytów Naukowych. Niemniej nieoficjalnie istniał wykaz tzw. resów, czyli ksiąg zakazanych, nie mający najczęściej nawet odpowiednika w postaci zwykłej katalogowej karty.

Sama Uczelnia również musiała przejść „socjalistyczną metamorfozę”. Mając osobowość prawną nie musiała co prawda być „przejmowana” przez państwo, ale dekretem z dnia 26.10 1950 r. przekształcono Akademię Handlową w Wyższą Szkołę Ekonomiczną. Ta nazwa obowiązywać będzie do 30 września 1974 r., dzień później przywrócono w nazwie Uczelni słowo „Akademia”. Nowe nazewnictwo - Akademia Ekonomiczna w Krakowie obowiązywać będzie z kolei aż do roku 2007, po czym nastąpi przekształcenie Uczelni w Uniwersytet Ekonomiczny, ze wszystkimi prawami i obowiązkami wynikającymi z tytułu uzyskania nowej rangi. Po drodze jednak zaszły poważne zmiany, dotyczące lokalizacji tak budynku głównego Szkoły, jak i samej Biblioteki. Od 24 kwietnia 1952 r. siedzibą władz został budynek dawnego tzw. schroniska dla chłopców księcia Aleksandra Lubomirskiego przy ul. Rakowickiej 27 (o samej przeprowadzce, która odbyła się w wakacje 1952 r. – piszemy na dalszych kartach opracowania).

Pałac Lubomirskich – następna siedziba Biblioteki Głównej
(fot. Roman Garbacik)

Ten okazały, dziś zabytkowy już gmach, mający architektoniczne cechy pałacu pochodzi z 1893 r., a zaprojektowany został przez inż. arch. W. Ekielskiego i T. Stryjeńskiego. I do dziś pełni reprezentacyjną, administracyjną i dydaktyczną funkcję na terenie całego kampusu.

Biblioteka Główna AE zlokalizowana została początkowo na pierwszym piętrze budynku, natomiast w roku 1973 przeniesiono wszystkie agendy Biblioteki na piętro drugie. Prócz tego, zagospodarowano część pomieszczeń piwnicznych budynku głównego na magazyny czasopism i książek (szerzej o tym w rozdziale II). Wielkość zasobów wciąż rosła co spowodowało usytuowanie w pok. 212 na drugim piętrze magazynu. Obok funkcjonował też następny magazyn podręczny z tzw. wieloegzemplarzówką (antresola starej Auli), a w pok. 210 (wschodnie, środkowe skrzydło budynku) magazyn Czytelni Czasopism, usytuowanej, podobnie jak Wypożyczalnia, Pracownia Reprograficzna i Wypożyczalnia Międzybiblioteczna, w północnej części obiektu. W południowym sektorze znajdowały się Oddziały Gromadzenia i Opracowania Zbiorów, a także sekretariat i pokój dyrektorski. Mniej więcej w środkowej części – Odział Informacji Naukowej. W korytarzu głównym stały szafki z tradycyjnymi katalogami kartkowymi i zawsze przepełniona wrzuconymi tam rewersami, wisząca na ścianie drewniana skrzynka na rewersy.

Prócz Biblioteki Głównej istniały również tzw. biblioteki zakładowe, będące księgozbiorami podręcznymi poszczególnych katedr, organizacyjnie z nimi scalonych, ale będące pod nadzorem władz BG. Dość duży księgozbiór posiadała (i posiada) „autonomiczna” Biblioteka Wydziału Towaroznawstwa przy ul. Sienkiewicza 4, obejmująca prócz czytelni i pokojów służbowych, także dwa magazyny (w piwnicy i tzw. pomieszczeniu windowym). Sama Biblioteka Główna wciąż borykała się z brakiem miejsca, na domiar złego przechowywanie zbiorów w zawilgoconych piwnicach budziło poważne zastrzeżenia i na dłuższą metę rozwiązanie to było nie do przyjęcia.

Wobec wzrastającej liczby zbiorów bibliotecznych, rosnących wręcz w lawinowym tempie, zwłaszcza w dobie ustrojowej transformacji po roku 1989, przed władzami Uczelni i dyrekcją Biblioteki stanął problem budowy nowego budynku i przeprowadzki, która co prawda z opóźnieniem, ale wykonana bardzo sprawnie odbyła się na wiosnę 1993 r. W roku 1995 zagospodarowano następne, nowo sukcesywnie oddawane pomieszczenia BG.

A jak wyglądał zwykły dzień powszedni funkcjonowania Biblioteki? Bezcennym źródłem wiedzy na ten temat jest „Dziennik Czynności” prowadzony przez pracowników Biblioteki (m.in. przez pana Emila Adelmana) za okres od 28 stycznia 1948 do 31 sierpnia 1949 r. To szczególnie wartościowy dokument, gdyż lata powojenne w historii Biblioteki są do dziś w dużej mierze „białą plamą”. Przyjrzyjmy się więc mu bliżej.

Jest to dokument w formie zeszytu w twardej oprawie, z ręcznie odnotowanymi zapisami czynności na każdy dzień.

Fragment Dziennika Czynności prowadzonego przez Emila Adelmana

W zeszycie figurują 3 nazwiska; obok Emila Adelmana i Jana Łukasika, widnieje także nazwisko Zofii Broszkiewicz–Rybskiej, późniejszej dyrektorki Biblioteki. Zapisy wykonywane są w każdy dzień roboczy przez wspomniane trzy osoby.

Oto pierwszy interesujący fragment dziennika: od godz. 8.00 do 11.30 dalsze zakładanie kartoteki dla czasopism bieżących i zagranicznych (…). Od 11.30 do 13.00 przygotowywanie książki przybytków, robienie rubryk i nazwanie ich. Od 13.00 do 15.00 wypożyczanie książek i szeregowanie prac magisterskich. I w innym miejscu z datą 8 lutego 1949 r.: Od 8.00-10.00 wypożyczanie książek, do 11.00 pisanie sprawozdania i spis prac magisterskich (…) oraz wykład z prawa międzynarodowego.

Przytaczany w cytatach dokument jest czymś w rodzaju „dziennika okrętowego” z zapisami najważniejszych czynności. Pisany jest piórem, a oprócz łatwo rozpoznawalnych cech odręcznego pisma trzech pracowników Biblioteki, uderza w tekście jedna cecha – dbałość o sprawy Biblioteki i sumienność przy wykonywaniu poszczególnych czynności. A także zdobywanie wiedzy i samokształcenie (fakt ten również ujęto w zapisach wspomnianego zeszytu). Lektura dziennika ma więc duży walor poznawczy i pozwala na lepsze zrozumienie tamtych, niełatwych przecież początków bibliotecznej placówki, która w zestawieniu z dzisiejszą, multimedialnie wspomaganą, nowoczesną biblioteką daje może obraz archaiczny, ale jakże sugestywny i ciekawy. Podobną pamiątką z dawnych lat są najstarsze, pisane ręcznie katalogowe kartki z opisem bibliograficznym wydawnictw. Uderza w nich duża znajomość zasad katalogowania i piękne, kaligraficzne wręcz pismo.

Pora zatem przejść do konkretów. Czas mierzony pomiędzy Inauguracją Roku Akademickiego 1925/26, Dziennikiem Czynności z lat 1948/49, a epoką zaawansowanej informatyzacji w połowie drugiej dekady XXI w., to przestrzeń nie tylko pokoleniowa, ale przede wszystkim technologiczna. Na następnych stronicach niniejszego opracowania przyjrzymy się z bliska najważniejszym etapom rozwoju Biblioteki świadomi faktu, że i tak nie sposób opowiedzieć wszystkiego. Zapraszamy zatem do lektury będącej swoistą peregrynacją w przeszłość.

Rozdział II. Przerzućmy kartki kalendarza: z życia biblioteki i jej pracowników

Próba wyłuskania najciekawszych wspomnień z życia zawodowego pracowników naszej szacownej placówki nie jest prosta ani łatwa. Czymże jednakowoż byłaby nawet najlepiej napisana monografia danej instytucji bez zapisu niejednokrotnie ulotnych, a ciekawych historii, wypowiedzianych kiedyś słów, zabawnych sytuacji i zapamiętanych z jakiegoś powodu szczególnych zdarzeń.

Suche dane, wskaźniki wzrostu liczby czytelników oraz wypożyczeń, frekwencji, krótkich biogramów z akt osobowych, czy wreszcie historia samego budynku BG z unowocześnianiem technik pracy na przestrzeni dziesięcioleci – to wszystko jest ważne. Nie ilustruje jednak życia Biblioteki i bibliotekarzy niejako „od kuchni”.

O takich właśnie sprawach będzie traktował ten rozdział, z wyłączeniem sytuacji, które zapisały się w historii BG nie najlepiej, a których na szczęście nie było zbyt wiele.

Pamięcią sięgnąć możemy tylko do lat 70. minionego wieku. Starszych dziejów niestety nie da się już odtworzyć; ludzie ci odeszli dawno na zasłużoną emeryturę, inni – na „wieczną bibliotekarską wartę”. A z pewnością byłoby co opisywać – trud ratowania księgozbioru i katalogów podczas II wojny światowej przez pana Emila Adelmana, czy działalność konspiracyjna innych zapewne mogły by stać się kanwą do powstania niejednej powieści lub scenariusza filmowego. Dziś pozostały ledwie okruchy wspomnień z tamtych lat.

Lata „gierkowskiej prosperity” a potem chude lata 80. utrwaliły się lepiej w pamięci bibliotekarzy. Do annałów powiedzonek, skomentowanych przez późniejszą panią wicedyrektor mgr Annę Sławińską w odniesieniu do jej początków kariery w Bibliotece (1972), należą słowa jej ówczesnej przełożonej, mgr Wandy Kondolewicz. Po wstępnych słowach zachwytu nad jej wykształceniem, jako jedynej specjalistki w Krakowie z ukończonym warszawskim studium CINTE, na drugi dzień miało paść następujące zdanie: „do pani obowiązków służbowych będzie należało podlewanie kwiatów i przynoszenie wody na herbatę”(!). Ze „Sławką” wiązało się też inne, humorystyczne wydarzenie, a było to w latach, kiedy pełniła już funkcję wicedyrektora. Wskutek remontu, a potem być może czyjegoś dowcipu, plakat o nowych godzinach otwarcia Biblioteki Głównej uległ uszkodzeniu i stał się uboższy o jedną literkę – „i”. Powstało nowe słowo, jako obiegowo „obowiązkowe”: BIBLOTEKA. Oczywiście było to powodem niejednego kawału, a niekiedy panią wicedyrektor mającą usposobienie choleryczne, doprowadzało do pasji, szybko zresztą zamienianej na perlisty i wręcz zaraźliwy śmiech. Niektórzy z pracowników zaczęli używać słowa biblioteka w tym brzmieniu, aż wreszcie sama pani wicedyrektor podnosząc pewnego dnia słuchawkę niechcący rzekła: „BYBLOTEKA, słucham…”

Lata 80. to jeszcze wciąż stary, zabytkowy budynek główny. Wypożyczalnia wraz z podręcznym magazynem i windą towarową znajdowała się od strony północnej na drugim piętrze gmachu. Obsługa studentów w okienkach wypożyczalni była w rękach Teresy Sokołowskiej i Haliny Ciągło (Niwińskiej). Kontrolę odcinków rewersów sprawowała Jadwiga Gluzińska, ówczesny kierownik Sekcji Magazynów. Magazyn książek obsługiwali m.in. Halina Bednarczyk i Roman Garbacik. Winda towarowa (na jej bazie funkcjonuje dziś nowoczesna winda osobowa powstała po modernizacji starego gmachu) była mała gabarytowo, ot aby pomieścić porcję książek zamówionych i oddanych przez czytelników. Aktem odwagi byłoby przejechanie się nią do dolnych, piwnicznych pomieszczeń magazynowych. A realizacja i zwrot kilogramów wydawnictw mógł być uskuteczniany tylko na piechotę – „przejechać się” mogły zatem tylko książki, a nie bibliotekarz. A jednak pani Halinka Bednarczyk zwinięta w kulkę co najmniej raz tą windą kursowała! No tak, chociaż to już przeszłość – nie powinien tego czytać BHP-owiec. Każdy zjazd skończył się szczęśliwie, ale winda niekiedy się psuła. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby… Tu warto nadmienić, iż dwa, a praktycznie trzy piętra budynku głównego z piwnicą włącznie i gonitwa parę razy tam i z powrotem, to nie to samo co podróż piechotą niskimi piętrami w budynku, w którym mieści się BG obecnie. Obiekt dzisiejszy wyposażony jest poza tym w nowoczesne windy towarowe i osobowe oraz usytuowaną na schodach wejściowych platformę dla osób niepełnosprawnych.

Do historii przeszły „ciastkowe wtorki” organizowane przez pana Adama Markowskiego w tzw. „dziupli”, którą stanowiła wnęka w podręcznym magazynie książek. Pracownicy wymieniając się na dyżurach zasiadali tam właśnie robiąc sobie przerwę na śniadanie, herbatę lub kawę. Ale we wtorki „po robocie” i niedługo przed „fajrantem” pan Adam fundował z pobliskiej cukierni ciastka. Wówczas, podczas ich degustacji, w dziupli brakowało miejsc do siedzenia…

Na początku lat 80. w magazynie na trzecim piętrze, w pok. 312 szczęśliwie zażegnane zostało niebezpieczeństwo pożaru. W miejscu zaślepki na elektryczną puszkę, za regałem z książkami nastąpiło zwarcie dające początkowo tylko zapach spalenizny. Przy udziale magazynierów, m.in. Oli Tippe (dziś jest artystką estrady – tu warto dodać, iż również takie ciekawe osoby przewijały się przez BG) groźną sytuację szybko wyeliminowano. Podobne wydarzenie miało miejsce także po jednym z sobotnich zajęć z Przysposobienia Bibliotecznego dla studentów, już w nowym budynku BG. Było to nie ukończone pomieszczenie, gdzie prawdopodobnie robotnicy nieświadomie zaprószyli ogień. Nie było jeszcze kluczy do tego lokalu a wezwany przez Basię Linhart i Anię Sławińską portier, pan Mietek Boczkowski był zbyt potężnym mężczyzną aby wejść przez jedyne małe okienko do zagrożonego pożarem pomieszczenia. Sytuację uratował inny, mniejszego wzrostu znajomy obu pań, który akurat znalazł się w pobliżu.

Rok 1981, okres bezpośrednio poprzedzający wprowadzenie stanu wojennego w kraju, przyniósł nocne dyżury członków NSZZ „Solidarność” w Bibliotece. Aby choć trochę być wypoczętym, dyżurujący starał się przynajmniej godzinkę przespać na ustawionych trzech krzesłach w formie łóżka. Rano przecież trzeba było stawić się normalnie do pracy na swoim odcinku. Dyżury takie odbywały się zwykle naprzeciw drzwi do magazynu podręcznego (gdzie znajdowała się owa „dziupla”). Aż do czasu przeprowadzki w 1993 r. funkcjonowała tam Wypożyczalnia Międzybiblioteczna wzorowo obsługiwana przez kustosz Barbarę Linhart, która miała nadzór nad tą placówką do roku 2009, tj. do czasu przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Pewnego dnia, podczas jednego ze spotkań „ciastkowych”, na czworakach do „dziupli” przyszedł z poczęstunkiem Olaf Killar. Pełnił on wówczas obowiązki referenta. Był jednocześnie kserografistą, obsługiwał służbową pocztę, niektóre sprawy administracyjne, zaopatrzeniowe itp. Epizody takie były chwilą oddechu dla niego samego, bowiem urządzenie reprograficzne pracujące przy użyciu trujących odczynników chemicznych sprawiało, iż w służbowej kanciapie po prostu nie było czym oddychać. „Wejścia na czworakach” zdarzały się jeszcze potem wielokrotnie, ale Olaf przeniósł się niestety do pracy w innej krakowskiej uczelni. Później punkt kserograficzny usytuowany został po przeciwległej stronie korytarza. Słynna, toporna kopiarka typu UK-500 już trujących oparów nie wydzielała, za to często w jej „piecykowym” utrwalaczu zapalały się odbitki. A płonące odbitki, które należało szybko gasić w wyznaczonej do tego celu „brytfannie” powodowały z kolei, iż swąd spalenizny roznosił się po całym bibliotecznym korytarzu. W następnych latach punkt reprograficzny zaopatrywany był w coraz nowocześniejszy sprzęt (kopiarki Costar, Canon i inne) i problem z czasem sam zniknął. Pracownię „ksero” na przestrzeni wielu lat obsługiwali: Paweł Żukrowski, Olaf Killar, Roman Garbacik, Jan Duda, Przemysław Stanowski, Piotr Toborowicz, Marcin Wróbel, Ryszard Pilch, Łukasz Berger i Krzysztof Sławiński. A dziś jej funkcja nie sprowadza się li tylko do wykonywania odbitek, dodajmy na profesjonalnym, wysokiej jakości sprzęcie, ale przede wszystkim polega na skanowaniu. To również jakby znak czasu; digitalizacja katalogów kartkowych czy cennych starodruków to nie tyle trend, co nieunikniona konieczność i wymóg wszystkich nowoczesnych bibliotek naukowych w kraju i na świecie.

Wracając do lat 80. i pierwszych 90. (taką cezurą niewątpliwie był rok 1993, rok przeprowadzki do nowego budynku). Niekiedy podczas przerw śniadaniowych przy kawie wspomina się dawne dzieje. To były też czasy, w których więzi między pracownikami były o wiele większe. Podobnie zresztą jak to się dzieje w przypadku członków naszych rodzin. Dziś tu i tam „kolegę” często zastępuje komputer. Wówczas obchodzono małe uroczystości; głównie były to imieniny któregoś z pracowników, o czym nigdy nie zapominano. Do stałych spotkań dochodziło w przededniu kolejnych świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocnych. Chyba najsilniej i najdłużej tradycje te kultywowała Czytelnia Główna, a to za sprawą kustosz Elżbiety Ustarbowskiej, długoletniego kierownika tej ważnej agendy. Niezapomniane były także coroczne spotkania bibliotekarzy z władzami rektorskimi, organizowanymi przez nieżyjącą już panią dyrektor Annę Sokołowską-Gogut. Zawsze jesienią, u progu nowego roku akademickiego. I to przy suto zastawionym stole…

Ambicją i dużym wyzwaniem dla wyznaczonych do tego celu pracowników były (i są nadal) wystawy organizowane ku pamięci osób zasłużonych dla gospodarki i ekonomii, w Polsce i na świecie. Nie brakowało wszakże i tematów „pozaekonomicznych”. Do tych chyba najbardziej zapamiętanych należą wystawy „Potęga opakowania” zorganizowana pod kierunkiem pracowników Biblioteki WT i samego Wydziału Towaroznawstwa czy ta, poświęcona Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu – wybitnemu polskiemu politykowi i działaczowi gospodarczemu. Rok 2015 to znakomicie przygotowana wystawa poświęcona dziejopisowi Polski - Janowi Długoszowi.

Sala Wystawowa – wystawa Roku Długoszowskiego zorganizowana przez Oddział Informacji Naukowej Biblioteki z okazji
(fot. Roman Garbacik)

Wykaz najważniejszych naszych wystaw Czytelnik znajdzie pod adresem: http://kangur.uek.krakow.pl.

Zupełnie osobną kartę wspomnień stanowią wycieczki autokarowe, organizowane przez Uczelnię od bardzo dawna. Celem eskapad zawsze były ciekawe miejsca w kraju i za granicą. A więc osobliwości przyrody, zabytki w postaci pałaców czy zamków, uzdrowisk z termalnymi wodami leczniczymi, wypady w góry lub na grzybobranie, przejazdy wąskotorową ciuchcią, zwiedzanie dawnych kresów wschodnich Rzeczypospolitej i inne. Tu niestrudzoną postacią był (i jest nadal) obecny prodziekan, dr hab. Bogusław Luchter, z Zakładu Geografii Ekonomicznej UEK. Przez kilka lat pracował on także w naszej Bibliotece, tryskając jak zawsze energią i humorem.

Wiosna roku 2002 przyniosła coś zupełnie nieoczekiwanego i wyjątkowego. Szefowa, dyrektor BG, wówczas jeszcze AE, mgr Anna Sokołowska-Gogut, za wiedzą i aprobatą władz rektorskich zorganizowała niezapomnianą wycieczkę do Paryża. W kosztach partycypowała Fundacja Biblioteki, a okazją był jubileusz samej Fundacji. Uczelnianym autokarem, w nieco przedłużony majowy weekend pojechała większa część pracowników Biblioteki Głównej. Po przystanku i noclegu w Norymberdze, mając jako bazę wypadową do stolicy Francji hotelik o nazwie Pol-Hotel w podparyskiej miejscowości Crécy-la-Chapelle, zaczęło się kilkudniowe, intensywne zwiedzanie Paryża. Od Wieży Eiffla, poprzez muzeum w Luwrze, katedrę Notre-Dame, Centrum Pompidou, Moulin Rouge aż po dzielnicę artystycznej bohemy miasta – Montmartre ale też, dla równowagi, cmentarz Pere-Lachaise. Oczywiście obowiązkowymi w planie były: Centrum Biznesowe Paryża i nowoczesna Biblioteka Narodowa im. F. Mitterranda. Jak wspominają do dziś uczestnicy tamtej wycieczki: zwiedzanie było tak intensywne, że przechodziło niemal w „Sajgon”. Ale było to zmęczenie pozytywne. Z wypadu do miasta nad Sekwaną pozostały setki zdjęć.

Wydarzeń, epizodów, dobrych i tych mniej sympatycznych było mnóstwo. Dziś nie sposób o tym wszystkim opowiedzieć. A ludzka pamięć jest ulotna i niekiedy selektywna. Po latach pozostały jedynie okruchy wspomnień…

Roman Garbacik

Część druga opracowania ukaże się w następnym numerze Biuletynu.

© 2009 Biblioteka Główna UEK