Ochrona przed spamem - nie otwieraj

nr 2(48)/2016
ISSN 2082-5005
Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej UEK
nr 2(48)/2016
Tradycja wydawania biuletynów informacyjnych w naszej Bibliotece sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Elektroniczny Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie jest kontynuacją Biuletynu Informacyjnego Biblioteki Głównej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a jeszcze wcześniej "Biuletynu Informacyjnego" drukowanego w latach 1993-1997. Ukazuje się dwa razy w roku. Publikujemy w nim artykuły informacyjne, komunikaty o nabytkach Biblioteki (stałe rubryki nowości), sprawozdania z konferencji, z prac Rady Bibliotecznej oraz ciekawostki.

Jerzy Rostkowski: Świat muszkieterów. Zapomnij albo zgiń. Tarnów, Księgarnia Rostkowski 2014, 449 s.

Książka ta to prawdziwy bestseller. Dla przeciętnego czytelnika pozycja ta może okazać się szokiem, jednakże cały temat poświęcony II wojnie światowej nigdy nie był jedynie czarno-biały, przy wnikliwym badaniu ukazywał rozmaite odcienie szarości, zarówno w odniesieniu do wątków polskich wojny i okupacji, jak i interpretacji tych pozostałych.

Konspiracyjne usytuowanie organizacji Muszkieterów, kierowanej przez oficera WP, zdolnego wynalazcę – naukowca w jednej osobie i dzielnego żołnierza kampanii wrześniowej – Stefana Witkowskiego, w okupowanym kraju nie było proste. Była to wypadkowa wielu czynników, wykrystalizowanych (niestety post factum) wskutek przyjęcia takiej a nie innej opcji obrony interesów państwa polskiego przez ówczesny establishment władzy w związku z przewidywanym wybuchem wojny. Jeden z nich polegał na złamaniu podstawowego aksjomatu sformułowanego jeszcze przez marszałka Piłsudskiego, aby Rzeczpospolita w żadnym wypadku nie wchodziła do wojny jako pierwsza, gdyż poniesie największe ofiary, co zresztą się stało. Z tym faktem równolegle wiążą się następne; zlekceważenie bardzo prawdopodobnych przewidywań, iż Zachód zachowa się biernie w przypadku ataku Niemiec na Polskę, a nie wykorzystanie tej przestrogi tak przez tzw. grupę zamkową, jak i otoczenie Edwarda Rydza- Śmigłego, czyli elit politycznych II RP musiało determinować określone zachowania, zróżnicowane zresztą w zależności od danej formacji polskiego podziemia niepodległościowego po wrześniowej klęsce. Dziś dokładnie wiemy o tym, iż mocarstwa zachodnie, znając tajną klauzulę paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. dotyczącą podziału państwa polskiego pomiędzy III Rzeszę i Sowiety, celowo nie poinformowały władz polskich (a były do tego zobligowane układami bilateralnymi) o nadciągającej tragedii z dwóch stron, cynicznie szafując polską krwią wówczas i po raz drugi w dobie układów jałtańskich.

Od tego momentu zaczyna się najtragiczniejszy i najkrwawszy etap polskiej historii, trwający tak naprawdę do roku 1989, w którym Polska była wręcz igraszką, marionetką w rękach obcych. Zorientowanie się poniewczasie w swoim błędzie przez marszałka Rydza- Śmigłego, jego powrót do okupowanego kraju i owiana nimbem tajemniczości śmierć w grudniu 1941 r. (dość rzetelnie naświetlona przez autora Muszkieterów), dwuznaczne i często naganne zachowanie się obozu londyńskiego związanego z gen. Władysławem Sikorskim, błędne oceny Komendy Głównej AK targanej sprzecznościami polegającymi na braku zachowania równowagi pomiędzy okupantem hitlerowskim a sowieckim, które niemal automatycznie generowało bratobójcze i niesłuszne wyroki śmierci – oto bilans tego okresu, w którego wirze znalazł się Stefan Witkowski i jego Muszkieterowie.

Ten as wywiadu, opierający swoją organizację „Mu” głównie na patriotycznie nastawionej polskiej arystokracji (hr. Maria Grocholska, Teresa Łubieńska, Krystyna Skarbek, Stefania Hanausek, Klementyna Mańkowska, Ludwik Plater-Zyberk, a nawet aktorka Mieczysława Ćwiklińska i inni) potrafił, przebrany w mundur wysokiej rangi oficera SS (jako Artur von Tierbach) wyciągać z obozów i więzień Polaków zagrożonych eksterminacją, rozbudować wywiad głęboki w Rzeszy, finansowo i logistycznie wspierać ZWZ-AK w początkowym stadium organizowania się tej formacji, mając minimalną ilość wpadek. W końcu, nie zgadzając się na pełne podporządkowanie swoich struktur Armii Krajowej sam padł ofiarą bratobójczej kuli w dniu 18 września 1942 r. Akcję likwidacji szefa „Mu” dokonał oddział żołnierzy AK przebrany za patrol niemieckiej Schutzpolizei.

Zupełny brak opracowań dotyczących Stefana Witkowskiego i Muszkieterów (poza jedną książką wydaną kilkadziesiąt lat temu w Kanadzie) powoduje, iż Jerzy Rostkowski musiał poruszać się nieomal po omacku, dokonując najbardziej prawdopodobnych rekonstrukcji wydarzeń rozgrywających się wokół tej organizacji. Wspaniałe akcje konspiratorów z „Mu” wymierzone w hitlerowskiego okupanta, doskonale wybrane lokale, fabrykowanie potrzebnych dokumentów okupacyjnych, dobrze zakonspirowane zaplecze lokalowe i minimalna ilość wpadek niewątpliwie plasują tę organizację w czołówce niepodległościowych ugrupowań. Ugrupowań – dodajmy o prowieniencji prawicowej, jednak bliskiej opcji piłsudczykowskiej. Cóż więc mogło się takiego wydarzyć, iż historia Muszkieterów skończyła się tragicznie a nad tą organizacją zawisło widmo rzekomej zdrady i moralne zrównanie ją de facto z opanowaną przez Gestapo formacją „Miecz i Pług”? Oprócz bowiem zastrzelenia samego szefa, Stefana Witkowskiego we wrześniu 1942, śmierć w czasie okupacji poniosła duża część zadenuncjowanych jej członków. Zaraz też w ręce Gestapo wpadł główny konspiracyjny ośrodek „Mu” zamustrowany na statku wiślanej żeglugi w stolicy, zapewne także przekazany w ręce niemieckiej tajnej policji przez „konkurencję”. Jerzy Rostkowski, nie bez racji stara się udowodnić, iż bratobójcze wsypy to wynik rywalizacji i walki o pieniądze, nieodzowne do prowadzenia tak głębokiego wywiadu (którego Witkowski nie zamierzał podporządkowywać AK), jak i działalności niepodległościowej w ogóle. Organizacja „Mu” bowiem była „pożyteczna” w czasie, gdy oddziały ZWZ-AK były w początkowym stadium organizacji. Witkowski opierając się na swoich, wcześniej okrzepniętych strukturach okazywał zawsze szacunek i bezinteresowną pomoc w zdobywaniu potrzebnych dokumentów, organizowaniu kurierów zdążających z Rumunii i Węgier przez Słowację do kraju i z powrotem. Często w ciężkich warunkach, posiłkując się oddanymi jego służbie tatrzańskimi przewodnikami. Z czasem górę wzięły animozje (bo chyba tak być musiało) „importowane” wprost z siedziby polskiego rządu na uchodźstwie, najpierw we Francji, później w Wielkiej Brytanii. Formułowane w formie rozkazów od Naczelnego Wodza, gen. Władysława Sikorskiego, przy okazji akcji scaleniowej polskiego podziemia niepodległościowego, a nie akceptowanych do końca przez „Mu” i jego kierownictwo.

Witkowski prawdopodobnie doskonale rozumiał niuanse polityki polskiej na uchodźstwie, nękanej pewnym rodzajem schizofrenii. Polegała ona na niewytłumaczalnym frankofilstwie Sikorskiego, nazbyt dużą ugodowością wobec Kremla, wreszcie niechęcią do piłsudczyków, których Naczelny Wódz nie dopuszczał do czynnej służby, a nawet internował w obozach na wyspie Bute, w Szkocji. Małostkowość ta stała się jedną z przyczyn upadku gen. Władysława Sikorskiego, po nagłośnieniu katyńskiej zbrodni przez Niemców wiosną 1943 r. i (co nie może być przypadkiem) prawdopodobnego zamachu na jego osobę w Gibraltarze, niedługo po ujawnieniu Katynia. Ten ciąg przyczynowo-skutkowy zapewne dostrzegł już wcześniej i Witkowski, wyczuwając agenturę wokół osoby Naczelnego Wodza. Na tę postawę z pewnością wpłynęły kontakty „Mu” z Rydzem sprowadzonym z emigracji do Warszawy przy pomocy jego ludzi. Witkowski wykorzystując swoje dawne kontakty naukowe w Szwajcarii do swoich celów wprzęga sprytnie i Abwehrę. Stosując gry wywiadowcze (ale nie zdradzając z pewnością ojczyzny) wysyła za linię niemiecko-sowieckiego frontu swoich emisariuszy do formowanej w ZSSR armii Andersa, znanego z niechęci do Sikorskiego, doskonale obeznanego z realiami stalinizmu.

Stefan Witkowski ujawnienia grobów katyńskich w 1943 r. nie doczekał, ale po jego śmierci tajemnicze fatum zabiera kolejne, wysoko postawione osoby z jego otoczenia. W dziwnych okolicznościach zamordowana zostaje nawet Krystyna Skarbek, agentka „Mu” i MI6, właścicielka najwyższych odznaczeń - Orderu Imperium Brytyjskiego i Medalu św. Jerzego. Poszlaki przyczyn tego zabójstwa, które miało miejsce 15 czerwca 1952 r. w Londynie, a więc długo po wojnie, bezsprzecznie prowadzą do wysoko postawionych osób zamieszanych w śmierć Sikorskiego lub posiadających wiedzę o tym ponurym fakcie. Wśród nich autor książki wymienia brytyjskiego oficera wywiadu, twórcę powieści o słynnym agencie 007 czyli Jamesie Bondzie, Iana Fleminga. Prawdopodobny wątek miłosny i przekazanie pięknej agentce o parę zdań za dużo, spowodowało z czasem tragiczne skutki. Inne osoby, w porę ostrzeżone musiały uciekać. Jednak bardzo wielu Muszkieterów zeszło z tego świata w bardzo dziwnych okolicznościach, w czym pomogli im „nieznani sprawcy”.

Z zawiłego węzła faktów i powiązań, przy najbardziej niebezpiecznej agenturze sowieckiej, a także co ważne – jej agentach wpływu ulokowanych wysoko w gabinetach Churchilla i Roosevelta, i ich wywiadach, o precyzyjną rekonstrukcję upadku Muszkieterów dziś szalenie trudno. Nie bez kozery autor przytacza w końcowych partiach książki casus niewyjaśnionej śmierci bezkompromisowego antykomunisty, generała Pattona. Nawiązanie do osoby Witkowskiego jest tu bowiem oczywiste. Aczkolwiek sam Witkowski wskutek negatywnych odczuć co do efektywnej współpracy z „polskim Londynem” zdecydował się z czasem omijać struktury Naczelnego Wodza i przekazywał, (jakże cenne) informacje bezpośrednio brytyjskiemu wywiadowi (bo na kimś należało się oprzeć), to jednak i ta opcja nie przyniosła, bo przynieść nie mogła, korzystnych rezultatów.

Sprawa obiektywnego osądzenia Stefana Witkowskiego i organizacji Muszkieterów to raczej wstydliwa karta dziejowa polskiego podziemia niepodległościowego, którego najwyższe czynniki miotały się targane wątpliwościami, przerzucaniem się z jednego pomysłu do drugiego, wykonując absurdalne rozkazy z Londynu. Między innymi podporządkowania się struktur „Wachlarza” na Kresach Sowietom (jako sojusznikom naszych sojuszników), co generowało niemal natychmiast następne Katynie. Na przeciwległym biegunie zaś lekką ręką ferowano wyroki śmierci (choćby sprawa płk. Janusza Albrechta). W tym kotle mało przemyślanych decyzji, nieporozumień i pomyłek był nie tylko Witkowski i jego organizacja, ale osobistości takie jak Hieronim Retinger, który także otrzymał wyrok śmierci i tylko cudem jej uniknął, czy choćby Stanisław Jaster, ps. Hel, odważny bojowiec Osy-Kosy – oddziału AK, najprawdopodobniej niesłusznie skazany na śmierć przez swoich przełożonych. Na kartach niniejszej książki nie wspomniany, ale także pasujący do modus operandi niektórych chybionych, ewidentnie błędnych lub z tendencją do ulegania wpływom lewicowym niektórych działań podziemnego dowództwa ZWZ- AK. Te ponure wydarzenia nie obciążają jednakże, a trzeba to podkreślić - tak masowej organizacji jaką była Armia Krajowa w całości, co doskonale rozumie też autor „Muszkieterów”.

W drugim wydaniu książki (Wydaw. Rebis 2016) udało się wyeliminować słabą szatę graficzną, nieostre zdjęcia, uzupełnić dane faktograficzne i niektóre wątki. Na stronie 303 pierwszego wydania (błąd powtórzono niestety i w drugim) autor jednak nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić pochodzenie fotografii przedstawiającej Wilhelma Canarisa, szefa Abwehry. To nie jest zdjęcie po aresztowaniu admirała, ale kamuflaż szefa niemieckiego wywiadu podczas podróży do Italii; wystąpił wówczas w mundurze włoskim. Na co dzień chodził zwykle w mundurze Kriegsmarine. Był zresztą człowiekiem po uszy zamieszanym w spisek przeciw Hitlerowi, a Jerzy Rostkowski opisuje jego zakulisowe próby porozumienia z Zachodem, w tym także z członkami Muszkieterów. Do takiego spotkania doszło z hrabiną Klementyną Mańkowską, której przedstawił się jako komandor von Bonin. To także jeden z zupełnie nieznanych wątków II wojny światowej.

Załączone na końcu opracowania aneksy, w postaci odbitek dokumentów (np. o podróży emisariuszy Witkowskiego do Buzułuku), elaborat Rydza pt. „Czy Polska mogła uniknąć wojny?” czy aneks dotyczący Borysa Smysłowskiego czynią „Muszkieterów” pozycją wiarygodną, stanowiącą ważne uzupełnienie prac historycznych. Do ciekawszych aneksów zaliczyłbym ten o numerze 10 poświęcony ocenie działalności AK podczas okupacji, aresztowaniu generała Grota, Powstaniu Warszawskiemu i Konwentowi Organizacji Niepodległościowych, formacji piłsudczykowskiej niechętnej Sikorskiemu. Poszczególne aneksy, a nawet rozdziały są w pewnym stopniu pozornie oderwane od siebie, ale było to – z racji szczupłości źródeł krokiem nieodzownym. Sumarycznie dają jednak spójną całość. Przede wszystkim zmuszają do uruchomienia przez czytelnika ważnego włącznika we własnym rozumie pod tytułem „Myślenie”. Wnioski po przeczytaniu tej lektury narzucają się bowiem same.

Wzruszające są także zamieszczone w książce wiersze poświęcone organizacji „Mu”. Także wkładka z opisem przeciwpancernego karabinu typu „Ur”, od którego z racji długiej lufy zapewne powstała nazwa organizacji – takim karabinem posługiwali się późniejsi członkowie Muszkieterów podczas kampanii wrześniowej 1939 r.

Mojej oceny wartościującej książkę Rostkowskiego wysoko nie zmienią także negatywne odczucia profesjonalnego historyka zajmującego się zawodowo tym etapem dziejów Polski, prof. Antoniego Dudka. Podchodząc, zapewne słusznie, do niektórych tez autora „Muszkieterów” nie bierze on pod uwagę, iż opracowanie to było niejako równaniem z niemal samymi niewiadomymi, swoistym poszlakowym śledztwem, dającym niepewny, ale bardzo prawdopodobny obraz „świata Muszkieterów”. A historycy zawodowi po prostu lękają się badać i poruszać tematy będące wciąż białą plamą, bądź mało wygodne, albo niezbyt poprawne politycznie. Sami zaliczając, chyba nazbyt pochopnie podobne opracowania do nieudanych, do tej pory nie potrafili dokonać w tym obszarze „niewiedzy” istotnego przełomu zasłaniając się brakiem zachowanych czy wciąż niedostępnych archiwów w tym przedmiocie. To trochę za mało na ferowanie tak ostrych opinii, a podobne zarzuty w moim przekonaniu, brzmią mało obiektywnie i niesprawiedliwie.

Tu należy dodać, iż Jerzy Rostkowski, sam nie będąc zawodowym historykiem, w tym środowisku spotkał się i z życzliwym przyjęciem. Pozytywną ocenę jego pracy o Muszkieterach wystawił inny historyk i politolog, znany m.in. z opracowań dotyczących śmierci gen. Sikorskiego, Tadeusz A. Kisielewski. A także nieżyjący już prof. Paweł Wieczorkiewicz, który nie doczekawszy ukazania się „Muszkieterów” dał jednak pozytywną opinię dotyczącą wcześniejszych dociekań oraz opracowań autora odnoszących się do nieznanych wątków II wojny światowej.

Roman Garbacik

© 2009 Biblioteka Główna UEK